Liczniki Popieram Anarchizm
Blog > Komentarze do wpisu
przemysł uspokajania

„O kryzysie napiszemy, że to promocja ubóstwa” równie dobrze mogłoby brzmieć inaczej, np. „O tych kilku kilometrach autostrad napiszemy, że sukcesem było oddanie ich do użytku 2 tygodnie przed czasem”. Nie, to złe, zbyt pisotuskowe. Albo raczej, że „przygotowania do wprowadzenia eurowaluty postępują zgodnie z oczekiwaniami”. O i to lepsze, bo od razu mi się włącza „Kurwa, z jakimi oczekiwaniami?”. Już nie tylko gazety, ale cała polityka i gospodarka wraz z kulturą trwają w tyranii tytułów. Ideologia, programy gospodarcze, manifesty artystyczne ograniczają się do tabloidalnego przedstawienia: duży tytuł, ładny obrazek, skąpy, prosto napisany tekst; amerykańskie historyjki obrazkowe dla półanalfabetów. Rysunkowe instrukcje dla samodzielnie składających meble. Bardziej rozbudowane epistoły są wyłącznie dla specjalistów, to zbyt skomplikowane historie, by każdy mógł ogarnąć więcej niż tytuł gazetowy z każdej dziedziny życia, wystarczy więc wiedzieć, że jest kryzys, że wojna w Iraku się kończy, że ma być euro, że będzie nowy Batman w kinach, że wciąż między nami żyją jacyś ubecy. Świat kina żyje np. premierą nowego Bonda [„ech, już nie jest taki jak kiedyś…” i lista istotnych różnic, która każdy powinien znać], a w Kielcach świat kina się wali, bo jest groźba zamknięcia ostatniego kina w tym mieście! [Multipleks jest tylko hipermarketem, gdzie wyświetlają filmy] A dla tytułów gazetowych to zaledwie jedno z wielu wydarzeń z życia w tym 200-tysięcznym mieście, kolejna informacja przed niusem o przebudowie kolejnego skrzyżowania czy onanistyczno-manierycznym zachwytem nad nową wizją Rynku. W Tesco na półkach eksponowana jest nowa książka Naomi Klein i zamiast wzbudzać skojarzenia ze sprzedażą pornografii w kościele, jest symbolem uniwersalizmu tego familijnego marketu, który gadżety z wizerunkiem Che Guevary czy płyty Rage Against The Machine też traktuje jako sposób na zysk z ataku na swój wizerunek, ale traktuje też jak grę, w której wygrywa ten, co zbuduje silniejszą markę [a TESCO uspokaja klientów: u nas jest wszystko]. Gdy niezależna internetowa gazeta publikuje artykuł o tym, że odradza się kielecka camorra z byłym baronem SLD w jednej z ról głównych, to „GW” publikuje laurkę o nim, jaki to był z niego przedsiębiorczy bohater lokalnej gospodarki, a potem jako ofiara politycznej zemsty - wzorowy więzień.


Tytuł w gazecie, jedno zdanie z konferencji ministra czy krótka i przystępna recenzja z wydarzenia kulturalnego powinny wystarczyć do ukojenia ewentualnych lęków czy objawów zagubienia w dzisiejszym świecie. Tabloidalna kultura to część czy gałąź przemysłu uspokajania [nie mając całościowej oferty na zaspokojenie, nie mogąc zniwelować wszystkich zagrożeń czy lęków pozostaje jedynie wyprodukować uspokojenie], a wszystkie efekty kryzysu i bolączki permanentnej transformacji gospodarczej wymagają jej zaangażowania. Cieszymy się, że nasze wojska opuściły Irak, gorzej by było gdybyśmy zrozumieli ile kosztował nas ten pobyt. Cieszymy się, że wiele mądrych głów i instytucji finansowych robi tak wiele, by zatamować fale kryzysu, gorzej by było, gdybyśmy sobie uświadomili ile szkody dla gospodarki przyniesie ten wielopaństwowy interwencjonizm. O 1% obniżce podatku dochodowego w przyszłym roku piszą entuzjastycznie , że skorzystają z tego wszyscy, gorzej by było, gdyby wciąż pytali, dlaczego kradzież, jaką są podatki, wciąż jest usankcjonowana prawnie. Nawet „Fakt” i inne gazety tego typu, ze swoją stylistyką oburzenia na podwyżki, polityczne i urzędnicze skandale, na zbrodnie i degeneracje, jest doskonałym produktem przemysłu uspokojenia: skoro oni czuwają, wyciągają wszystkie brudy, potknięcia, więc możemy być spokojni, że państwo i kultura nie stoczą się w bagno; brak tam jednak podstawowych pytań o sens państwa, kierunek rozwoju społecznego, ekonomię i własność, jakość kultury i nigdy tych pytań tam nie będzie, bo wymagają za długich odpowiedzi.


sobota, 29 listopada 2008, a_maciek