Liczniki Popieram Anarchizm
Blog > Komentarze do wpisu
Czy znajdzie się jakiś VATobójca?
    „Proszę państwa, trzeba obniżać podatki jeśli jest to możliwe i my nie grymasimy, jeżeli jest to pomysł pisowski my go wdrożyliśmy, inna rzecz to my musieliśmy zgłosić ten wniosek, bo PiS sam własnego pomysłu nie chciał realizować, ale tak powinno być, są obniżone podatki." Bronisław Komorowski, 28.06.2010.

    To doskonale pasuje jako przewrotne motto do obecnej, oczywiście słusznej, wrzawy nad decyzją o podniesieniu podatku VAT. W związku z tym mam nawet podejrzenia, że obecny prezydent został oszukany przez swoich doradców i ekspertów w momencie walki o fotel, jakoby sytuacja w państwie była lepsza niż w rzeczywistości. Walka o głosy była tak głośna i zajmująca, że bezgłośnie przemknęła przez media [jeżeli w ogóle, gdyż ze względu na kampanię wyborczą nie było na to chyba miejsca w ramówce, inaczej np. niż rok wcześniej, gdy nie było wyborów i puszczali to info wszędzie] informacja o tym, że Dzień Wolności Podatkowej wypada w tym roku dopiero 23 czerwca. Dopiero, gdyż w 2009 roku ten dzień to był 14 czerwca, co oznacza, że jest to choroba postępująca, a lekarstwa socjalliberalne ekipy PO nie skutkują, a wręcz szkodzą naszemu obywatelskiemu organizmowi. No, chyba, że dążą do zrównania dnia z nocą, równowagi jing-jang, ulicznej wymiany fifty-fifty, czyli podziału prostego i „sprawiedliwego”: pół dla obywatela, pół dla państwa, co okaże się w przyszłym roku ogłoszeniem dnia wolności podatkowej np. 1 lipca.
    Rząd martwi się teraz uzasadnieniem podwyżki VAT i wytłumaczeniem potrzeby tego wszystkim, którzy odczują skutki tej podwyżki na sobie, nikt jednak [wciąż!] nie zaprząta sobie głowy uzasadnieniem samej instytucji grabieży, czyli jak haracz od ludzkiej aktywności staje się obywatelskim obowiązkiem. Gdyby podatki rozpatrywać w kwestii moralnej, to nieco dziwnie, ale w katolickim pojęciu moralności podatki są w porządku, jeżeli należy zabrać jednym, by podzielić między innych lub rozświetlić chwałę władzy. W jakimś objaśnieniu katechizmu czytałem o VII przykazaniu, że to nie podatki są kradzieżą, a ich niepłacenie! [w tym momencie uczyniłem pełny obrót oczami jak na kreskówkach] Ja wolałbym przekierować ten temat w stronę „moralności stosowanej”, co dobrze odda przykład niejedzenia mięsa. Jeżeli ktoś odrzuca mięso jako nieetyczny akt będący efektem zabicia innego żywego stworzenia, nie jest to kwestionowane, choć z drugiej strony znęcanie się nad zwierzętami [domowymi, choć nie tylko, głośna była np. sprawa zabicia niedźwiadka przez turystów, być może w obronie własnej] jest karalne. Etyczne jest przemysłowe zabijanie zwierząt w sposób jak najmniej dla nich bolesny i stresujący. Zdaję sobie sprawę, że gdyby sami zjadacze mieli zabijać zwierzęta, by je oprawić i potem zjeść ze smakiem, to spożycie mięsa spadłoby drastycznie, ponieważ istnieją jednak pośrednicy i bezosobowy przemysł to kiełbasa nic wspólnego ze śmiercią nie ma. [Co łączy przemysł mięsny i grabieżczą politykę podatkową? Tzw. "wyższy pożytek".] Podobnie jest z podatkami i doskonale zakamuflowanym systemem ich pobierania. W sytuacji gdy nie płacimy ich bezpośrednio, gdy nigdy nie mieliśmy w ręku nieopodatkowanej wypłaty czy produktu ze sklepu nie obciążonego fiskalnie nie zdajemy sobie sprawy z tego ile i na co nam się zabiera. Gdybyśmy bowiem musieli oddać państwu niemal 50% [jak pokazały wyliczenia Centrum Adama Smitha] swoich dochodów, to po pierwsze nie chcielibyśmy tego oddać [a w takiej części na pewno], po drugie żądalibyśmy racjonalnego uzasadnienia tego haraczu, a po trzecie chcielibyśmy mieć kontrolę nad wydatkami, czyli na co idą nasze pieniądze. Gdybyśmy mogli podejmować takie decyzje, to w sposób naturalny zniknęłoby wiele nieprzydatnych instytucji lub inwestycji państwowych, jak na przykład finansowanie partii politycznych i ciał przedstawicielskich czy rozbudowanego aparatu biurokratycznego i wojskowo-policyjnego. Pytanie „Co w zamian?” jest wg mnie bez sensu, każdy jest za racjonalną kontrolą wydatków przy działającym instynkcie samozachowawczym, zaś obecny system, który ściąga z nas podatki setkami metod i wydatkuje je w nieracjonalny, tajemniczy, bezosobowy i niekontrolowany sposób, jest po prostu zły. Jesteśmy sponsorami strategicznymi przymusowego stowarzyszenia obywateli, jakim jest państwo. Być może dla wieszczy nowej państwowej religii przymus w ogóle jest dobry, pożądany i etycznie umotywowany, ale dla mnie nie.
[przypominam: „Kradzież” wg Słownika Języka Polskiego PWN to „potajemne zabranie cudzej własności”]
czwartek, 05 sierpnia 2010, a_maciek