Blog > Komentarze do wpisu
„Otwórzcie kilka trupów” – dziś otworzyłem lokalną gazetę…

    Jak wygląda kampania wyborcza w naszym lokalnym dzienniku „Echo dna”? Biorę do ręki skalpel i otwieram tego trupa, przyglądam się uważnie - jego trzewia wypełniają mordy, ryje, pyski. Zupełny zanik obietnic, nie wspominając już o programie wyborczym. Istny gabinet osobliwości, monster-salon. Dobrze ubrane potwory.

    Na pierwszej stronie wita nas nieśmiało pan, charyzmatyk, który usiłuje wmówić, że głosując na jego 35-letnią osobę idziemy za hasłem „Czas na młodość”. Hm… a wszyscy śmiali się z czerwonych studentów i działaczy „młodzieżowych”, którym wiek 35 lat pozwalał na bycie „młodzieżą” w ZMP. Pan powtarza się w pełnym formacie na stronie nr. 3. Zaczynam się go bać. Tym bardziej, że kojarzy się z egzorcyzmami.

    Ze strony 5-ej spoziera przyjaciel chińskiego biznesu, pan, który grozi nam tym, że jest „Świętokrzyskie na oczach Świata”. Nie wiem kim ani czym jest Świat. Może pan z PO grozi nam najzwyczajniej inwigilacją? To prawdopodobne.

    Za to na stronie 6 wreszcie coś, co mnie przekonuje: pan, który na co dzień zawodowo leje wodę z kranów, tym razem jako członek  SLD, ujawnia, że tak naprawdę jest anarchistą, może nawet anarchoindywidualistą! Jego hasło „Najważniejszy jest człowiek” mówi nam o tym, że w końcu czas zacząć pierdolić rząd, władzę, kościół, partie, podatki, wybory, finansowanie wojen i pomników. Ja jestem najważniejszy, ja jestem swoim właścicielem, „Oto człowiek!”, jak zakrzyknął kiedyś Nietzsche.  No, no, odważna zagrywka, nie sądziłem, że ktoś w końcu się postawi tej bestii, Lewiatanowi!

    Na kolejnej stronie, po sąsiedzku, widnieje pan, któremu chyba nie pozwoliłbym nawet pilnować wycieraczki pod swoimi drzwiami. Nie ufam tej partii wyjątkowo, tym bardziej, że miesza się do mojego życia, grożąc, że jest „blisko ludzkich spraw”. No i ten żałosny tekst początkującego tresera pekińczyków: „proszę o twój głos”. Proszę pana – ja swojego głosu nie oddam nikomu i będę go używał kiedy będę chciał.

    Kilka stron dalej pani, „od urodzenia związana z Mazowszem”, chce związać się mandatem z naszym regionem. Że coś „Dla Ziemi Świętokrzyskiej”, ale nie wiem co, bo nie dopowiedziała. Może w następnej reklamie. Na razie za nią inne rzeczy dopowiada jej osobisty prezes, mentor, przewodnik, palec wskazujący pewnej socjalistycznej partii, która nie wiem czemu, ale twierdzi, że jest prawicowa, może dlatego, że ma w nazwie „prawo”, ale to zwykłe niezrozumienie i przejęzyczenie, nie każdy prawnik jest w końcu prawicowcem, bo program tej partii prawicowy na pewno nie jest.

    Na stronie obok wyluzowany „kandydat z zasadami”, lekko wstydzący się chyba swojej partii, bo jej zielone logo na tej reklamie wyborczej jest białe, dla niepoznaki, umieszczone na odpierdol, z obowiązku. Niestety, nie dowiadujemy się jakież to zasady są, ale może spróbuję zgadnąć: Partia, Stanowisko, Lenistwo?

    Dalej znajduję nekrologi, niestety brak w nich dobrych wieści o śmierci jakiejś partii czy ogólnie demokracji parlamentarnej. Z kolei w imprezowym dodatku weekendowym oprócz postaci, które już wcześniej się objawiły w głównym wydaniu, odnajduję też pana, który mieni się „obrońcą ludzkich spraw”, a któremu już kilka dni temu poświęciłem więcej uwagi. Ale w końcu jest i reklama, która ma tekst! Tytuł głosi „Zawsze PSL”, kilkadziesiąt zdań, no proszę, musieli komuś to zlecić, aż czytam zaciekawiony. Hm, no chwalą się: „zbudowaliśmy”, „pełnimy funkcję”, „wygraliśmy”, „rządzimy”, „dźwigamy”, „stabilizujemy”, partia pyszałków i narcyzów… I po tym wymasturbowaniu się tą wysmakowaną wizją stabilizacji politycznej pada w końcu jedna jedyna sugestia, która nawet nie jest namiastką obietnicy wyborczej: „należy przyciągać inwestorów i tworzyć nowe miejsca pracy”. Czy oni naprawdę liczą na to, że nikt tego nie czyta? Do stu tysięcy trygławów, dlaczego nikt z tych pyszałków nie spróbuje tworzyć miejsc pracy przez obniżanie podatków, likwidację barier administracyjnych i obciążeń kosztowych dla firm, tylko pie*dolą o mitycznych inwestorach, funduszach unijnych i pobudzaniu gospodarki? O tym, na co nie mają praktycznie żadnego wpływu. A ów inwestor z bajki zastanowi się 4 razy, zanim zainwestuje w tym przefiskalizowanym środowisku.

    To nie koniec, są następni. I tu jest smaczek – jest pani znana z mediów jako Małgorzata S., oskarżona o to, co kojarzy się generalnie z partią, w której jeszcze przed chwilą była (choć nie wiem, czy się ostatecznie rozstali), czyli z korupcją i nepotyzmem, tutaj z wymuszonym uśmiechem reklamuje się jako „Kandydatka do Senatu”, zero znaku o tym z jakiej partii przystępowała do tego wyścigu, kto zebrał dla niej podpisy. Wstydzi się być może, tak jak jeden z jej kolegów kilka reklam wcześniej? Poza tym, że poznajemy jej płeć, jako „kandydatkę”, nie dowiadujemy się znowu kompletnie nic. Nawet nie obiecuje, że coś nam „załatwi”.

    Obok pan, który nie wiem czemu, ale już tytułuje się jako „Twój senator” (nie wiem, może twój). Jakoś przed wyborami trudno to stwierdzić, ale jak już nim zostanie to na pewno będzie mój, bo na moim utrzymaniu, pełny serwilizm i gotowość do służenia. I od razu zaglądam na youtube, by przypomnieć sobie kawałek Iggy Pop’a „I wanna be your dog”, no przepysznie.  Na swoją obronę pan z reklamy ma jedynie to, że jest „bezpartyjny i niezależny”. Tak, poważnie, za to ma plusa.

    Na samym końcu gazety pojawia się za to mężczyzna, który umieszcza na swojej reklamie aż trzy zdania i czytam je zszokowany. Pan jest z tej samej listy, z której startuje „Czerwony mecenas” i ma dokładnie taki sam dizajn graficzny reklamy, czyli jako tło lub ozdobę linie, które zazwyczaj widujemy na banknotach. Zdania, które zamieścił prezentuję w całości, jako wyjątek od reguły: „Nie godzę się na to, aby wmawiano młodym ludziom, że nie czeka ich żadna przyszłość w Polsce. Widzę potencjał w każdym człowieku. Potrzeba ideałów, aby zmienić świat.” Nie słucha w takim razie punk rocka, jest w nim coś pozytywnego, no i jako ostatni w tym szmatławcu zamieścił cokolwiek. I to cokolwiek jest smutnym podsumowaniem tej ogólnej wyborczej żałości, ziarenkiem sezamu na talerzu żenady.



sobota, 19 września 2015, a_maciek

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Anarcha, *.dynamic-ra-3.vectranet.pl
2015/09/24 10:45:01
Wizja czerwonego nie tylko na gębie naczelnego ''hydraulika'' miasta jako stirnerysty mię powaliła, uśmiałem się setnie, natomiast sadzę, że charyzmatykowi akurat przydałyby się prawdziwe egzorcyzmy a może nawet i radykalna ''kuracja ogniowa'' jak w pięknych dawnych czasach bywało za to voodoo, które uprawia pod pozorem chrześcijaństwa, sądzę zresztą iż jeśli kogoś powinien się w Polszcze obawiać KK to właśnie takich oślizgłych kretów infiltrujących tą instytucję od wewnątrz jak on czy Terlik [ po tym jak oświadczył bodaj z rok temu iż ''bykowe'' powinni płacić także księża i zakonnice trza chyba mieć urządzony gangang z mózgu aby upatrywać w nim ''katolickiego taliba'' ] a nie nieudacznych ciechanofobów z ''tęczowych armii''. Reklamowy banerek sympatycznej pani Małgosi [ puciu puciu ] wyborny, wyparowała zeń cała zieleń, mniemam że to z obawy przed ''islamofobami'', których się nam ostatnio naroiło. Zastanawiające braki na rynku kiełbachy wyborczej objaśnił mi przekonująco jeden ze znajomych, zwyczajnie kołderka coraz krótsza, ledwo już starcza dla Krystka i Mariolki, nie można nawet synowej do zarządu wcisnąć jak onegdaj bywało, co za czasy, ludziska zawistne się stały a liczba nagle ''oświeconych'' rośnie proporcjonalnie do odstawionych od unijno-rządowego cyca, stąd jedyne co im pozostało to ten pieprzony ''potencjał'' i ''ideały'', przynajmniej pochrzanią farmazony skoro nie ma już konkretnej kasiorki ni stanowisk do rozdania. Zakończmy może jednak optymistycznym akcentem by nie wpadać w minorowe nastroje - liczę nieśmiało na rychłą anihilację chociaż SLD i PSL, zwłaszcza wizja bankructwa rodzimych ''islamistów'' byłaby prawdziwym końcem pewnej epoki za przeproszeniem, zawaleniem się autentycznej podstawy obecnego systemu bo to żadni tam ''ludowcy' a ugrupowanie państwowych biurokratów niskiego i średniego szczebla i jedynie w tym sensie stanowią ''gmin'', nie tylko zresztą jeśli chodzi o centralną administrację ale i samorządy stanowiące formę przetrwalnikową tej gangreny - no, obaczymy, bądźmy dobrej myśli.
Liczniki Popieram Anarchizm