Blog > Komentarze do wpisu
Nie zachęcam, nie zniechęcam

    Jak napisać o referendum dzisiaj nie łamiąc prawa, skoro nie można zachęcać ani zniechęcać do jego udziału? Pytania są znane, interpretacje ich znaczenia wielu ludziom również są znane, choć nie są tak oczywiste. Mniej znane są konsekwencje zależne od wyników. Mi chodzi po głowie taka formuła napisania o tym teraz – pytania niekoniecznie z odpowiedziami.

    - Czym różni się referendum od wyborów przedstawicielskich? Eliminuje przede wszystkim pośrednictwo władzy ustawodawczej, to oczywiste. Dla jednych to zaleta, dla innych to wada, stąd jedni pójdą na referendum, inni nie. Wady pośrednictwa są chyba oczywiste, niestety dość smutną jego zaletą jest zwolnienie z myślenia jak i złuda bezpieczeństwa w przypadku posiadania kogoś, kto jest „reprezentantem”.

    - Czemu referendum staje się wiążące dopiero przy osiągnięciu 50% wymaganej frekwencji? Nie wiem, przy wyborach wszelkiego rodzaju wystarczy, że zagłosują na siebie sami kandydaci i już staje się ważne, no chyba, że odbywa się to np. we Francji, gdzie jest wymóg zdobycia określonego procentu głosów osób uprawnionych, a nie głosujących (ciekawa i prosta prezentacja nt. różnego rodzaju odmian ordynacji TUTAJ). Co z tego wynika? Czy państwo zachęca do udziału w referendum czy zniechęca do ich organizowania?

    - Czy pomysł rzucony przez pewnego pana nazywanego przez wielu „naszym prezydentem”, by referendum było organizowane obligatoryjnie, gdy zostanie zebrane milion podpisów to dobry pomysł? Zdecydowanie tak, przynajmniej powstałaby jakaś jasna zasada jego organizacji, a nie tak jak teraz, gdy jest to uzależnione od widzimisię Sejmu, który jak by nie było jest beneficjentem układu przedstawicielskiego. Bo co by było, gdyby w referendum padło pytanie np. o rozwiązanie Senatu? Nasz kielecki przykład pokazuje, że referendum nie działa w kwestiach niewygodnych dla urzędującej władzy, jak to było przy okazji próby likwidacji Straży Miejskiej w Kielcach przez grupę inicjatywną ze Stowarzyszenia Kielce Nasz Dom, gdy listy z podpisami w sprawie organizacji takiego referendum zostały niemal dosłownie spłukane w kiblu decyzyjnym przez panów Lubawskiego i Boguckiego.

    - Jaka jutro będzie pogoda? I tak wyjdę z domu. Dowód noszę z przyzwyczajenia, jak wytresowany pies Pawłowa, z bólem przyznaję, to chyba jeszcze pozostałości po latach 90-tych i tych czasach, gdy bywałem intensywniej częstowany mandatami za usiłowanie lub spożywanie alkoholu w miejscach publicznych. Gdy posiada się przy sobie dowód mniej się traci czasu na potwierdzanie tożsamości, szczególnie gdy próbują to robić niezbyt ogarnięci strażnicy miejscy.



sobota, 05 września 2015, a_maciek

Polecane wpisy

Liczniki Popieram Anarchizm