Blog > Komentarze do wpisu
SYNDROM MIASTA, KTÓRE UCISKA

    Ominął mnie perwersyjny zaszczyt opisywania na gorąco tych wszystkich smacznych zdarzeń, wypowiedzi i uniesień, które można było tutaj, w Kielcach, zaobserwować w ciągu ostatnich miesięcy. Odbyła się choćby krwawa werbalna batalia o zapewnienie bytu socjalistycznemu klubowi piłkarskiemu „Korona”, wraz z przekomarzaniem się, unikami, przekłamaniami i ukrywaniem dokumentów - to naprawdę jest  mrożąca krew w żyłach historia i ona wciąż trwa za kulisami innych bitew (sesja poświęcona sprzedaży udziałów w „Koronie” ma się odbyć 10 września). Nie doczekała się żadnego zakończenia, przedłużono tylko byt tej quasi-sportowej instytucji kolejną kilkumilionową dotacją z kieszeni podatników- bo dla mnie, skoro grają tam zawodowcy, jest to raczej forma widowiska niż sportu, jako fizycznej rywalizacji; jedyną motywacją, choć faktycznie opartą na sukcesach, jest kasa, a o formie fizycznej klubu i dyspozycji piłkarzy decyduje budżet klubu.  Jedna z takich bitew, z której nie mieliśmy żadnej rzetelnej relacji, rozegrała się w Chinach – kieleccy włodarze i lobbyści polecieli tam walczyć (kolejny raz) o chiński kapitał. Wraz z żonami, na przykład. Czy w takim razie język chiński po kilku latach nieobecności (jeżeli ktoś nie zwrócił na to onegdaj uwagi, to zmarnował życie – była taka wersja strony Urzędu Miasta), wróci na oficjalną stronę UM Kielce jako trzeci, po polskim i angielskim? Kto wie. Tylko czy w obliczu ostatniego blamażu, gdy okazało się na spotkaniu z chińskimi biznesmenami, które odbyło się w Kielcach, że nie znaleziono wspólnego języka, gdyż ani tłumaczenia z polskiego na chiński, ani z polskiego na angielski, a potem na chiński, nie udawały się, to czy w takim razie nasi potencjalni mandaryńscy partnerzy biznesowi zrozumieją co mamy do powiedzenia na temat własnego miasta?

    Inna cicha wojna toczy się w Obicach, gdzie walczą separatyści lotniczy, o swoje własne lotnisko, a celem walki jest wcale nie to lotnisko, a kilkaset milionów PLN, którymi można by zarządzać, zanim się je zbuduje! Tematyczna spółka miejska wciąż działa, po cichu, niemal w konspiracji, trwoniąc nasze pieniądze - wciąż zlecane są ekspertyzy, wciąż trwają badania rynku – ofensywa idzie powoli, ale trwale. Możemy tylko zazdrościć pracownikom tej spółki, ech, sielskie życie…

    Gorzej zdecydowanie mają ci, którzy handlują na kameralnych bazarach na ul. Mielczarskiego  - nie mając ciepłych etatów ani nie mając umocowania rodzinnego w instytucjach samorządowych zostali postawieni przed groźbą eksmisji z ich miejsca pracy. Na razie zgodzili się wstępnie na warunki narzucone przez miasto i na gwarancję możliwości handlu do końca roku. Urzędnicy mają gwarancję pracy aż do swojej emerytury, potem ich miejsca będą mogli zająć członkowie ich rodzin, dziedzicznie.

    W międzyczasie okazało się, że pomnik Wielkiego Józefa i Jego Konia, który został usadowiony na pl. Wolności, nie do końca był finansowany z dobrowolnych datków obywateli i firm. Współfinansowały go bowiem spółki i instytucje samorządowe i to w kwocie po kilkadziesiąt tysięcy każda – Targi Kielce, MPEC, PUK, Wodociągi Kieleckie, kieleckie starostwo powiatowe i urząd marszałkowski. Poniekąd więc każdy mieszkaniec miasta, powiatu a nawet i województwa przyczynił się do chwały komitetu, który zainicjował budowę pomnika. Bo kogo obchodzi pomnik? Promile społeczności. Prawdziwym beneficjentem jest ów komitet, którego członkowie mogą sobie to teraz dopisać do zasług, upubliczniając to przed kolejnymi wyborami.

    Popłynął też temat niefunkcjonującej w praktyce autobusowej pętli przesiadkowej na Bukówce, która podobnie jak kontrowersyjna budowa najdroższych przystanków świata, jest współfinansowana z dotacji unijnych. I to chyba jest największy ból systemu – największą i najdroższą głupotę można sfinansować z „niczyich” pieniędzy; trudno napiętnować kierownictwo MZD czy kogokolwiek za to, że korzystają z tego, co podsuwają im rozwiązania systemowe, no chyba, że za paserstwo, przejadanie kasy zagrabionej podatnikom. Kto jest bowiem właścicielem tych już odebranych podatnikom pieniędzy lub ich docelowym odbiorcą? „Nikt” czy ten kto je pierwszy „zagospodaruje”?

    Przy okazji tego, że Lubawskiemu popsuło się słynne służbowe audi w Szwajcarii (!) dowiedzieliśmy się ile kilometrów pokonują kieleccy urzędnicy służbowymi samochodami i ile nas (!) kosztuje paliwo do nich. I nie są to małe wydatki. To kwestia, która staje się zaczynem na większe dywagacje, wynurza się bowiem pytanie kto jest właścicielem tych samochodów? Na pewno nie plenipotent Lubawski, nasz bohater z betonu. Ale o tym kiedy indziej.

    Plenipotent Lubawski stał się bowiem właśnie bohaterem betonu, obrońcą jego relaksacyjnych i wypoczynkowych właściwości. Stał się zbrojeniem tej konstrukcji decyzyjnej, która kilka tygodni miastu narzuciła podstawę  do zakazu siadania na trawie w parku Letniemu Klubowi Śniadaniowemu, a która zaraz potem nasłała patrole tej słynnej, bezwzględnej i posłusznej miastu, a nie obywatelom, Straży Miejskiej na ludzi siedzących przed kinem letnim klubu „Bohomass Lab”, by zmusić ich do zejścia z trawników. Wielka historia, inspirujące protesty mające potencjał, podobny niemal do tego, który poruszył Paryż w maju ’68. Cóż, zbyt wiele tu szczegółów i detali, jak choćby kuriozalne wypowiedzi p. Lubawskiego i jego prawej ręki p. Gruszewskiego, by móc to ogarnąć w kliku zdaniach – przez internety zostało już wylane tyle na ten temat, że chyba cokolwiek na temat bym wspomniał byłoby powtórzeniem.

    W każdym bądź razie miasto nie przestaje dociskać swoich obywateli do betonu, nie zamierza odpuścić kuriozalnych inwestycji, nie zakończyło wycinania drzew, nie zaczęło się przejmować tym, co mówią nie tylko obywatele, ale i radni, jak p. Wojda na którejś z sesji. Nikt nie wyszedł z politycznego kręgu zależności, który został scementowany swego czasu po przejęciu władzy przez Porozumienie Samorządowe p. Lubawskiego, ten przypadek jest coraz bardziej kliniczny i w nawiązaniu do tego jedną z najbardziej rozczarowujących wiadomości ostatnich tygodni była ta, że Świętokrzyskie Regionalne Centrum Analiz i Studiów Strategicznych jako inicjator referendum o odwołanie prezydenta Lubawskiego, został zmuszony przez PKW do zaniechania realizacji tego pomysłu przy okazji październikowych wyborów parlamentarnych. Ale inicjatywa przechodzi na pierwszą połowę 2016 roku. Niech się w końcu stanie!



piątek, 04 września 2015, a_maciek

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Anarcha, *.dynamic-ra-3.vectranet.pl
2015/09/06 10:15:10
Na profilu tego ''Świętokrzyskiego centrum analiz'' znalazłem kapitalny komentarz jaki wrzucił Grzegorz Borek, gdy rozgorzała dyskusja kto byłby sensowną alternatywą dla ''rumuna'' :

''Wy ciągle jakichś poważnych kontrkandydatów podajecie, a tu na serio wystarczy ktokolwiek inny. Na przykład:

1) dwunastoletnie dziecko
Przewagi nad WL: nie pojedzie samo służbowym samochodem do Szwajcarii i tam go nie zepsuje, ma na świeżo matematykę w zakresie dodawania i odejmowania, więc umie policzyć, że lotnisko Obice to nieopłacalna mrzonka

2) menel z Rynku
Przewagi nad WL: naprawdę zależy mu na tym, by centrum miasta żyło i było pełne ludzi; nie boi się rozmów z mieszkańcami Kielc

3) Nikita Chruszczow
Przewagi nad WL: nie żyje, więc nie będzie pobierał apanaży; sprawował władzę krócej niż WL, więc się mniej wypalił

4) ojciec Mateusz
Przewagi nad WL: jeździ rowerem, a nie limuzyną; ma faktyczne sukcesy w promowaniu swojego miasta

5) Jar Jar Binks
Przewagi nad WL: sympatyczny; elokwentny; duże doświadczenie polityczne z Senatu Galaktycznego''
-
2015/09/06 13:54:02
Genialne zestawienie porównań!
Liczniki Popieram Anarchizm