Blog > Komentarze do wpisu
Gra o beton trwa.

     Obchodzimy dziś pierwszą tygodnicę katastrofy referendalnej. Tak, teraz już mogę napisać, że ludzie tworzący Komitet Referendalny też trochę zapracowali na tą katastrofę, czasem faktycznie to wyglądało (jak napisał jeden z niewielu normalnych komentujących w „ED”), jakby jego twórcy bawili się tym referendum i mimo merytorycznych zarzutów, które przedstawili WueL’owi, zawalili pracę u podstaw. Poza tym niepomny własnej sraczki po spożyciu ogromnej ilości toksycznych komentarzy zamieszczonych w „Echu Dna” przed referendum, niestety zrobiłem to po raz drugi – przyjąłem do swojej delikatnej psychiki te komentarze, które zostały opublikowane już po referendum. Ból głowy to mało powiedziane – to paraliż wąsa.

    Równie beznadziejnie jest z propagandą Lubawskiego, która wciąż jak walec toczy się powoli i niestety skutecznie, co dobrze zobrazowała frekwencja na referendum – ludziom jest nie dość, że obojętne (bo przecież wszystko w mieście działa), to uważają, że to dobry prezydent, który choćby „uporządkował centrum”; są światełka, granity i betony, po których można spacerować raz w tygodniu, jak się wyjdzie do miasta na lody, więc ogólnie po co go odwoływać i nabijać kapitał polityczny jakimś awanturnikom. Cóż, naprawdę poległa praca u podstaw, która nie uświadomiła ludziom jak działa układ personalny miasta i co dzieje się z pieniędzmi mieszkańców.

    Ale przeczytałem także tekst zdecydowanie godny tytułu Wazeliny Roku – w czerwcowym biuletynie MPK "Pasażer" pani prezes tejże szacownej, pałowanej i pacyfikowanej niegdyś przez Wojciecha firmy, Elżbieta Śreniawska, smaruje wazeliną odważnie i bezkompromisowo: Miasto przez ostatnie lata wypiękniało i stało się bardziej przyjazne dla mieszkańców. Wiele tych zmian dokonało się dzięki odważnym decyzjom i determinacji Prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego(…). Ładnie posmarowane, ładnie. No to wrócę w takim razie do przystanków: głos w ich temacie odnosi się do ich zwykłej funkcjonalności i powoduje, że musimy zadać filozoficzne pytanie. Czy przystanki są dla pasażerów czy dla autobusów? Najbardziej kosztowną rzeczą w ich budowie była specjalne podbudowa, która ma zapobiegać odkształceniom terenu, jest to więc gest w stronę MPK, dla autobusów. Niepraktyczne wiaty, które nie chronią pasażerów przed deszczem, wiatrem i słońcem i nie oferują zbyt wielu miejsc siedzących dla starszych lub zmęczonych ludzi nie są dla firmy, która sprzedaje swe usługi transportowe prezydentowi, czyli dla MPK, tylko dla zwykłych ludzi, którzy są niezadowoleni z ich nieprzyjaznej natury, która wskazuje na to, że są one jednak dla autobusów, by miały się gdzie zatrzymać, a jedynie przy okazji dla pasażerów, by mogli do nich wsiąść. Cóż, ani pani Śreniawska, ani pan Lubawski nie jeżdżą autobusami,

    Najnowszy numer mojego ulubionego agit-prop „Tygodnika Em” przynosi felieton niezawodnego przyjaciela prezydenta, p. Natkańca. Nie mogłem się go już doczekać, no i się nie zawiodłem. Ów ocierający się o nogawki prezydenta, wijący się u jego stóp, felietonista pisze, a właściwie smaga akapitami wrogów prezydenta w swoim stylu, nawiązującym do doskonałych leninowskich tradycji walki z kontrrewolucją: malkontenci, którzy próbowali odwołać jedynego słusznego prezydenta, powinni zapłacić za swoje referendum - jak to nazwał dosłownie zapłacić za „swoje fanaberie”. Pan Natkaniec niestety nie odrobił lekcji, bo to właśnie za osobiste fanaberie Wojciecha chcieliśmy go odwołać, za rzeczy, za które nikt mu niestety nie każe płacić, tylko chcemy, by on z miejskiej kasy już tego nie robił – za lotnisko, za „Koronę”, za pomniki, za wycinanie drzew, za betonowanie miasta, za kontrowersyjne inwestycje. Nieśmiało przypomnę, że referendum kosztowało mniej niż 1 przystanek i mogło nas uratować od kolejnych przeboskich, błogosławionych inwestycji.

    Na koniec zostawiam sam dar niebios, słowa Wielkiego Wygranego, spływające na mnie światłem niezmierzonym. Otóż Wojciech „Wąs” Wielki zadaje pytanie, które zżera go niesamowicie, nie pozwala mu spać spokojnie mimo wygranej, bo nie wyobraża sobie, że można jakąś inicjatywę sfinansować nie z publicznych, czy partyjnych pieniędzy, jak to on ma w swoim zwyczaju: I rzecz zasadnicza, której nie odpuszczę: kto naprawdę płacił za kampanię referendalną i w jakim celu? Tak, kontrrewolucja zawsze ma swoje korzenie gdzieś indziej, zawsze pada pytanie, o to, kto naprawdę za tym stoi. W związku z tym są i groźby: Jest grupa ludzi, która bada w tej chwili wszystkie wpisy na portalach społecznościowych. Moi drodzy badacze, którzy to czytacie: współczuję wam takiego zleceniodawcy i przełożonego. Za to sam Lubawski tkwi niezmiennie w samouwielbieniu i rzuca takie teksty, że wąs opada… W „Echu Dna” zacytowali jego soczystą wypowiedź: Wycinanie drzew, betonowanie miasta, wyjazd za granicę młodych – wszędzie robią to samo. Ot, tak po prostu. On bawi się miastem, układa klocki, tworzy jakąś osobistą wersję „Monopoly”, bo takie są reguły jego gry, w którą możesz zagrać albo wyjechać z miasta - no i co z tego, że wyjedziesz? Gra się toczy dalej.



niedziela, 19 czerwca 2016, a_maciek

Polecane wpisy

  • Wątpliwości naczelnego funkcjonariusza

    Czytając dzisiaj info różne, trafiam na skrót przemówienia najważniejszego funkcjonariusza w państwie. Przemawiają przez niego różne wątpliwości, jakby się waha

  • Tu nie będzie rewolucji... ani kontrrewolucji

    Jak rozpoznać kto jest obrońcą konstytucji, a kto obrońcą demokracji? To pytanie sugeruje oczywiście, że w takim razie istnieją wrogowie tych domniemanych warto

  • POLUBAWSKI REFLUKS

    POLUBAWSKI REFLUKS. Jestem zniesmaczony panem Lubawskim, czuję zwykły niesmak i zgagę, no i stąd mój refluks. Dla tych, którzy nie znają tej medycznej terminolo

Komentarze
2016/08/27 17:22:01
Interesujący wpis. Pozdrawiam serdecznie!
Kacprzak
Liczniki Popieram Anarchizm