Blog > Komentarze do wpisu
Tu nie będzie rewolucji... ani kontrrewolucji

    Jak rozpoznać kto jest obrońcą konstytucji, a kto obrońcą demokracji? To pytanie sugeruje oczywiście, że w takim razie istnieją wrogowie tych domniemanych wartości (dla obrońców, oczywiście - dla mnie wartość tych frazesów jest dość iluzoryczna), którzy dążą do ich destrukcji. Sugeruje też, że nie można być jednocześnie obrońcą jednego i drugiego, a także, że jakoby istniała konieczność postawienia się po którejś ze stron. Jednak to pytanie skonstruowane jest wg schematu dominującego w aktualnej mainstreamowej dyskusji o polityce (bardzo podobnie jak pytanie, na które nie da się odpowiedzieć „tak” lub „nie” – Czy przestał pan już brać łapówki?). Miałem pomysł, by wrzucić obok siebie garść cytatów, które bez podania autora i celu ataku werbalnego pokazałyby miałkość i identyczną retorykę opozycji i partii rządzącej. My nie będziemy się temu biernie przyglądać. Przygotowujemy się do wyjścia na ulicę i policzenia się. – czyż ta deklaracja nie brzmi tak, jakby opozycji skończyła się cierpliwość? Nic bardziej mylnego; obydwie strony mówią to samo i tak samo. Koniec końców nie chciało mi się wałkować tych wszystkich niusów, artykułów, felietonów by to zrealizować.

    Padła w różnych mediach teza o kontrrewolucji, którą rozkręca opozycja - jakże niesamowite jest to przekłamanie przez podanie w domyśle ukrytego faktu, że obecnie trwa jakaś rewolucja, która oczywiście jest tożsama z „dobrą zmianą” (czyż nie brzmi to równie uroczo jak „rewolucja kulturalna”? Ciekawe czym rządowi specjaliści od PR się inspirują). To mocne słowo, ludzie, którzy uczestniczą w kontrrewolucji stają się w tym kontekście niebezpieczni, ocierają się o zamach stanu (Znajdujemy się w czasie, w którym jesteśmy świadkami czegoś, co niektóre media i eksperci nie wahają się nazwać próbą zamachu stanu), dążą do obalenia władzy, są wywrotowcami, zagrażają porządkowi. Jeden z publicystów prawicowych (nie pomnę niestety który) wspomniał przytomnie, że to nie żadna kontrrewolucja, tylko przeciwny ciąg dla działań prorządowych, efekt hamowania, który nie ma żadnych konstruktywnych alternatywnych propozycji, w czym ma rację, niestety. Nie zaprzeczył jednak, że trwa jakaś rewolucja. Ale co to niby za rewolucja? To zwykłe konserwatywne cementowanie etatystycznego ładu, umacnianie fundamentów państwa, które ma działać według socjalno-partyjnego scenariusza.

    Skąd jednak mój irracjonalny niepokój, który wytknął mi w komentarzu w poprzednim wpisie steatopygofil? Bo nie tylko niesmaczy mnie budowanie bardzo trwałej wizji, która rzeczywiście tworzy obraz rewolucji politycznej wywracającej zastany nie-porządek polityczny, będący (z czym zresztą się zgadzam) czymś na podobieństwo burdelu, śmietnika, mafijnej piwnicy i przechowalni post-ubeków, ale i zabiera lub dezintegruje z dyskusji wszystkie inne wizje przemian, rewolucji, przebudowy, bo definicja „dobrej zmiany” jest przecież tylko jedna (inne muszą być przecież „złe”). Zresztą w tym momencie, gdy socjalistyczne pomysły rządu zmuszają do zastanowienia się nad przyszłością budżetu, wizja zrobienia jakiejś „większej rewolucji” się nie pojawia, bo większość ludzi nie wierzy, że to mogłoby coś jeszcze pchnąć do przodu w dobrobycie, coś więcej  zadziałać. Mało komu przychodzi do głowy by było to „coś mniej”, by dało się zrobić rewolucję przez kasowanie instytucji czy ich kompetencji, bo (każdy kolejny) rząd przyzwyczaja nas raczej do instytucjonalizowania wszelkich działań (czy WOŚP stała się wrogiem PiS przez brak kontroli nad nią lub nieprzymusowy charakter tej akcji solidarnościowej?). Nawet piłka nożna stała się teatrem działań rządowych, nie wspominając o samorządowych. „Rewolucja” jest więc teraz synonimem intensyfikacji działań instytucji i regulacji rządowych i gdy połączy się z tendencją utożsamiania, zawłaszczania czy „odzyskiwania” tego z monopojęciami jak prawo, sprawiedliwość, demokracja to potęguje mój niesłabnący od lat niepokój. I nie trwa on od roku, wystarczy poczytać, co pisałem o regulacyjnych pomysłach tuskowej koalicji kilka lat temu. W prasie też zresztą piszą, że nie będzie rewolucji w prawie, ale przecież o tym śpiewali już dawno temu…



poniedziałek, 26 grudnia 2016, a_maciek

Polecane wpisy

  • Regulowanie procentów nie tylko w bankowości

     Galopada regulacji, czy też raczej urządzania, sięga coraz dalej, do obszarów życia, które wydawałoby się, że są poza ogólną strategią władzy. W ten s

  • Fotografie z Abu Ghraib – reprodukcje z Polski...

    Nie wiem jak czuje się człowiek, gdy odnajduje w jedzeniu posmak trucizny, ani tym bardziej gdy nabiera świadomości, że ta trucizna zaczyna działać. Ale taki ma

  • Gra o beton trwa.

    Obchodzimy dziś pierwszą tygodnicę katastrofy referendalnej. Tak, teraz już mogę napisać, że ludzie tworzący Komitet Referendalny też trochę zapracowali na tą k

Komentarze
2016/12/27 17:04:34
Mimo wszystko idea demokratyczna w XX wieku i później zwycięża. Nawet najbardziej zaciekli zwolennicy własnej dyktatury czują się zmuszeni do nazwania tego czegoś własnego republiką, albo demokracją, wtedy dodają przymiotnik socjalistyczny albo republika arabska... Prezes jest człowiekiem skromnym, więc nie grozi nam jakaś demokracja kacza, ale Republika Zawsze Suwerenna Polska... Pod suwerena każdy będzie mógł sobie podstawić prezesa albo lud w zależności od stopnia zachłanności na stanowiska i pieniądze.
-
Gość: Steatopygofil, *.dynamic-ra-07.vectranet.pl
2017/01/01 17:29:16
No wiesz, Jerzy O. to akurat słaby przykład bo wedle wszelkich oznak gruby oszust i pazerny cham w dodatku, inaczej dlaczego nie zadbał choćby o ''transparentność'' jakże ważną szczególnie dla działalności [ niby ] charytatywnej i wyłożył papierów na stół i to mimo zasądzonych wyroków, gdyby jakiś byle obywatel za przeproszeniem poważył się na coś podobnego musiałby liczyć się z poważnymi konsekwencjami a Juras może se na to gwizdać tak mu źle pod butem kaczofaszystowskiego reżimu a więc faktycznie rewolucji w prawie nie będzie, niestety. Skądinąd kuriozalne, że ''prawicowi'' publicyści i politycy zarzucają komuś rzekomy ''kontrrewolucjonizm'', jeszcze chwila a powróci ''zapluty karzeł reakcji'', ostatecznie twórcą pojęcia nie był Bierut czy inszy z komuszych genseków a ulubiony wodzuś Jarosława, polski Che Guevara co to ponoć wysiadł na przystanku niepodległość z czerwonego pociągu [ śmiem wątpić aczkolwiek zrównywanie go z Leninem jak czyni to Qrwę tylko dlatego, że tu i tam lokomotywa i pancerne wagony były tak naprawdę niemieckie to jednak przesada ], znamienna ''freudowska omyłka'' i autodemaskacja narodowych socjalistów czy raczej lewicy narodowej coby nie kojarzyło się z histerią KODerastów. Po mojemu mamy raczej do czynienia z obnażeniem mechanizmu a nie jego intensyfikacją, dotąd przybierał on postać czegoś na kształt rozproszonego etatyzmu rozdętych do absurdalnych rozmiarów tzw. samorządów [ ma to sens jedynie w znaczeniu uprawianego tam biurwokratycznego sobiepaństwa lokalnych sitw ] i różnorakich agend rządowych a teraz wajchowy przełożył tryb na ręczne sterowanie, widać to choćby po bólu d... Struzika i polityków PO z powodu nowego prawa wodnego, że im projektowana centralna instytucja ''Wody Polskie'' [ a jakie mają być do cholery - niemieckie ? bo aby tak zwyczajnie ''ludzkie'' w obecnych warunkach liczyć to mrzonka bez względu na to kto dorwie się do funkcji nadzorcy mas ludzkich w OdroBugu ] zabierze dotychczasowe kompetencje w tym zakresie z urzędów marszałkowskich i inszych ''samorządów'' [ patrz wyżej ]. Zwyczajnie dotąd tyrania miała charakter bardziej perfidny i trudno dostrzegalny a w żadnym stopniu przez to mniej dotkliwy, wręcz przeciwnie zgodnie z zasadą, że już lepszy jeden tyran od stu pomniejszych, o to min. szło w całej awanturze o TK i tego też dotyczyła kontrowersja między nami a propos ''państwa teoretycznego'' - przypomnę im bardziej nie ma go na górze i stąd nie jest w stanie prowadzić jakiejkolwiek podmiotowej, względnie nawet samodzielnej polityki tym bardziej kompensuje ono sobie podłą kondycję na dole pastwiąc się nad słabszymi dokładnie tak jak to się dzieje z różnymi kapralami, kapo w obozach czy inszymi mentalnymi ormowcami, przysłowiowymi psami ogrodnika, to nie jedyny powód ale decydujący śmiem twierdzić - ty pewnie powiesz, że opresja tkwi w samej naturze państwa, cóż pewnie tak tyle, że alternatywą na pewno nie jest żadne ''ludowładztwo'' bo wolność to luksus na który mało kogo, jeśli w ogóle, realnie stać, zdecydowana większość jak widzę lubi tak naprawdę być pod butem i imponuje jej władcza knaga, taka już parszywa natura człowiecza, można i należy korygować to w miarę możności ale żadna pierekowka dusz w zasadniczym stopniu tego nie zmieni a jeszcze pogorszy katastrofalnie stan rzeczy jak uczy historia.
Liczniki Popieram Anarchizm