|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
DLA CZYTAJąCYCH
DLA POSZUKUJąCYCH
HISTORIE
INFO
MIEJSCA-INICJATYWY
RUCH/IDEA/KONTRA
Street+ART
_____ZAMEJLUJ:______
wolnekielce@gmail.com
|
sobota, 12 maja 2012
AKCJA "67" - mylenie tropów?
Wczorajsza warszawska Akcja „67” z segregacją i niewypuszczaniem posłów z Sejmu była naprawdę ciekawa jako nowa odmiana blokady, zamiast „do” była to „blokada z”. Ale w tym całym radykalizmie działań zabrakło gdzieś radykalnych tez, pominięto czy też wstydliwie przysypano banałami pewne prawdy i wnioski. Nikt się przecież nie zająknął w jaki sposób został stworzony ten system emerytalny [przeciw któremu w tak radykalny sposób protestowali] i na czym się opiera, bowiem w tej awanturze przeważają zwykłe głosy o tym, że „Ale jak pracować w takim wieku? Wyobraża pan sobie górnika w tym wieku? Policjanta? Etc itd. itp.”. Dla mnie wygląda to nawet jak mylenie tropów, wręcz na wynajęcie central związkowych przez PR-owców rządowych do ugrania drobnych ustępstw w zamian za nie ruszanie samej [nieuczciwej w swej istocie]zasady. Zasady wymyślonej przez państwo, nie przez obecny rząd. System emerytalny obecnie funkcjonujący stworzony został na zasadzie powszechnego przymusu [o głupim jego przykładzie wspomniał na swoim KRUS-owym przykładzie ostatnio Ziemkiewicz] – nie da się go uniknąć w zgodzie z prawem, jest obłożony wieloma paragrafami, a państwowa ekonomia na nim się wręcz opiera. Państwo zabiera nasze pieniądze, nazywa je „składkami”, obraca nimi, a nie odkłada na nasze konta [wydawane są od razu i to jest cały problem tej reformy emerytalnej – ZUS w ogóle nie ma kasy, „składki” są od razu wypłacane innym], nasze pieniądze więc fizycznie nie istnieją. Do tego dochodzi odgórne sterowanie funduszami OFE, które jakoby miały być alternatywą dla państwowej emerytury. Nasze konta emerytalne są fikcyjne, papierowe, elektroniczne, umowne, nazywane są „gwarancjami” a kolejnym dowodem na to jest odwlekanie momentu wypłaty emerytur, „nie wcześniej niż…” [teraz do 67-go roku życia], bo do tego czasu jakoś się je może uzbiera. Pojawiają się od czasu do czasu artykuły, w których są wyliczenia, o tym, ile odkładając samemu co miesiąc, zamiast płacić ZUS-owi, uzbierałoby się na starość, a jest to suma o wiele większa, niż to co może uzbierać nam państwo z naszych przymusowych składek. Ale wracając do Akcji „67” – związkowcy sprawiają wrażenie takich, którzy walczą o zachowanie tego nieuczciwego status quo, w którym funkcjonariusze wciąż nie płacą sami za siebie składek, w którym wciąż istnieje przymus i kradzież pod groźbą przemocy, w którym obywatele nie decydują o swoich pieniądzach, a robi to za nich nieefektywnie państwo. Tak nieefektywne, że samo namawia obywateli do samodzielnego zbierania pieniędzy na ich własną emeryturę, bo groźba tego, że ta państwowa będzie głodowa, jest bardzo duża. Jest to więc akcja, której celem jest zmuszenie złodzieja do uczciwszej kradzieży, lub do uczciwszego dzielenia się zagrabionym łupem z ograbionymi. To błagalny wzrok – „Jeżeli już musisz kraść, miej trochę więcej litości”.
piątek, 04 maja 2012
DJ Lubawski
W najnowszym numerze kieleckiego miesięcznika „Teraz” opublikowali tekst o uroczystym otwarciu nowej knajpy „Kotłownia”, które uświetnione było występem Tomasza Stańki. No super, cacy, elokwentnie, elegancko, miło, ą, ę, tylko ani słowa o tym, że było to „OTWARCIE ZAMKNIĘTE”. Zrealizowane zresztą za publiczne pieniądze, bo w ostatniej chwili jakaś celowa dotacja poszła z UM, a smakować i delektować się tymi dźwiękami mogli tylko wybrańcy z zaproszeniami. Niesmak, jaki to wzbudziło pozostał do dziś, byli i tacy, co z zaproszenia nie skorzystali, nie chcąc udławić się w gęstym sosie śmietanowo-prezydenckim, bo nie wiem, czy tak naprawdę gwiazdą zdarzenia [nie muzyczną] nie był nasz nielubiany prezydent Wojciech Lubawski. W tymże tekście w ww. gazecie napisane było o tym, co się będzie tam działo dalej – a więc dalsze wysmakowane koncerty, a w przerwach między nimi, czyli na co dzień, puszczana będzie tam muza z bogatych zbiorów Wojciecha Lubawskiego… Koniec końców, przynamniej dopóki ten pan nie zostanie osobą prywatną, ja nie zamierzam karmić tego środowiska swoją bytnością i portfelem i do „Kotłowni” chodził nie będę. Miłej zabawy i wyrazy współczucia tym, którzy z jakichś powodów tam pójdą!
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Natrętne blebleble...
Jutro jest dość, hm, specyficzny dzień. I choć te wlepy powstały z zupełnie innej inspiracji, to w sumie jedna z nich mogłaby być poświęcona tej wywołującej niezdrową gorączkę rocznicy. Ale tak naprawdę to przesłaniem tych wrzutów było to, że miewam stan, gdy nie mam nic do powiedzenia, jak i te wszystkie gadające czaszki uzurpatorów i pseudo-ekspertów kłapiące szczęka czy klawiaturą z pierwszych stron gazet, czołowych kolumn felietonowych i obrazków w telewizorze. Bleblam więc, nie wstydząc się tego, w sposób niewyartykułowany wybleblowywuję z siebie jakieś bleblane prawdy objawione.
Seria wlepek była unikatowa, pojawiły się w naprawdę kolekcjonerskiej ilości, więc upamiętniam ją czym prędzej, a jutrzejszy dzień to dodatkowa okazja – na pewno będzie jutro cała masa „bleble”, nastąpi wyjątko0wy atak agresywnych lub cynicznych „blabla”.
Dla bardziej wnikliwych i doszukujących się jakiegokolwiek sensu w tych samoprzylepnych kartonikach przyznam się, że w jednej z wlepek niechcący zrobiłem błąd. A tam, bleble…
sobota, 07 kwietnia 2012
Kielce fermentują na wiosnę
Kielce fermentują na wiosnę. Nie zawsze są tą pączki, z których wyrosną ładne kwiatki, czasem po prostu po zimie przyroda odkrywa nieciekawe zjawiska… * * * Oficjalna strona Urzędu Miasta Kielce po swoim odświeżeniu straciła ważną funkcjonalność: zabrakło wyboru języka chińskiego do przeglądania strony. Kończy się powoli romans miasta z chińskim biznesem, to był dosyć dziwny i egzotyczny układ, w którym to chyba Kielce padły ofiarą seks-biznes-turystyki i to my jesteśmy wciąż w pomolestacyjnej traumie wyrafinowanych wschodnich krawatów. * * * Energia stłamszona w mieszkańcach miasta przez zimę i jesień znalazła drobne, ale za to jak pozytywne ujście w inicjatywie zbierania podpisów pod petycją o likwidację Straży Miejskiej. Stowarzyszenie Kielce Nasz Dom w czwartek 5 kwietnia złożyło 11 tysięcy podpisów z poparciem tej inicjatywy, za jakiś czas powinno to poskutkować wciągnięciem projektu takiej uchwały na posiedzenie Rady Miasta. Jednocześnie kilka kilometrów pod Kielcami, w Morawicy, została powołana do życia Straż Gminna, ale może tam akurat wypełni swoje zadanie zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców gminy. * * * Inne pokłady energii w kielczanach wyzwoliła, paradoksalnie, telewizja. 31 marca w Kielcach odbyła się potężna, jak na to miasto, manifestacja w sprzeciwie wobec nieumieszczenia TV Trwam na multipleksie cyfrowym. Oczywiście akcja ta miała wiele innych smaków, powiązanych tematycznie ze Smoleńskiem czy anty-tuskową tematyką, ale zaskoczyła mnie nieco, podobnie jak zimowa, młodzieżowa akcja anty-ACTA, liczbą ludzi, którzy na niej się pojawili. Niestety nie widziałem osobiście, z perwersyjną ciekawością przeglądałem natomiast doniesienia, choćby o ataku parasolem jednego z organizatorów marszu na mikrofon reportera „Echa dna”… Poza tym tak naprawdę rozumiem tych ludzi, każdy powinien mieć prawo do swojego narkotyku, a w dodatku, choć z mojej klawiatury zabrzmieć to może dość absurdalnie, naprawdę uważam TV Trwam [czy „to radio” z nią tożsame] za niezależne medium, szczególnie w dobie dzisiejszej semiokracji [dla ludzi z problemami językowymi – nie chodzi o Semitów, a o semiotykę] i jako takie uważam za na tyle cenne, by bronić go, nawet traktując w kategorii unikatu [nie ssącego, przynajmniej bezpośrednio, państwowych pieniędzy]. * * * 31 marca miał natomiast miejsce dosyć dziwny incydent, kojarzący się raczej z mającym nastąpić następnego dnia prima aprilisem. Policja wpadła wieczorem do klubu WOOR przy pl. Wolności i zaaresztowała Marka „Babcię” Dubeltowicza. Tym razem od wiosennego powiewu załopotały mundury, o czym przekonał się podstarzały bluesman, który w wyniku perfekcyjnej akcji znalazł się za kratkami i to tuż przed swoim koncertem mającym się odbyć w tymże lokalu. Ta wiadomość zabrzmiała naprawdę jak więzienny blues…
sobota, 24 marca 2012
Nowy głos do likwidacji Straży Miejskiej w Kielcach
Dziś zajrzałem na ulicę Sienkiewicza między innymi po to by złożyć swój podpis pod petycją o referendum w sprawie likwidacji Straży Miejskiej w Kielcach. Zbieranie podpisów odbywa się przy skrzyżowaniu ulic Małej i Sienkiewicza, a jak się dowiedziałem jest już ok. 7 tysięcy zebranych głosów poparcia! Przy wymaganych 2 tysiącach, które powodują, że temat wjeżdża na obrady Rady Miejskiej, to naprawdę poważna suma, a to jeszcze nie koniec! Co się jednak stanie, gdy zostanie ten temat poddany pod rozważenie naszych radnych, tego nie wiemy – raczej jest to organ zakonserwowany, lubujący się w samodzielnym, a nie obywatelskim podejmowaniu decyzji, więc nie wróżę dobrej przyszłości tej inicjatywie, która raczej ugrzęźnie w murach urzędu. Tym bardziej, że nie wizualizuję sobie takiego lobby wśród radnych – w czasie wyborów chyba tylko Konrad Łęcki i jego stowarzyszenie jasno wypowiedzieli się w tej kwestii. Pozostali to partyjne lub pro-lubawskie ogródki pod kloszem interesów miejskich, które nie patrzą na problemy nawet pod względem ekonomicznym – tak więc argument o oszczędnościach w kasie miejskiej nie przemawia raczej. Straż Miejska to prestiż, to jak posiadanie limuzyny dla prezydenta, jak telewizja czy strona internetowa, jak święto miasta, jak spacer granitowymi ulicami kieleckiego śródmieścia, jak weekendowa wyprawa do centrum handlowego, jak pomniki w kluczowych punktach miasta – to po prostu jest, to się dzieje. Gdyby było inaczej ci ludzie wystąpili by z tych durnych partii – bo jednak bycie ich członkiem to prestiż, to misja, to powołanie, a wręcz predestynacja…. Stowarzyszenie Kielce Nasz Dom, które organizuje to zbieranie podpisów nie podparło tego jakąś specjalnie wysublimowaną retoryką – ale liczy się fakt inicjatywy obywatelskiej, która mi się podoba sama w sobie i jej cel tym bardziej, więc jestem zdecydowanie ZA. Śmieszy, a wręcz irytuje to co mówi Lubawski o tej inicjatywie – „- Nie wiem dlaczego stowarzyszenie tak bardzo martwi się o budżet miasta. Niech jego członkowie zajmą się raczej lepszym prowadzeniem swoich interesów. W ogóle to mam wrażenie, że chodzi o coś zupełnie innego. Może któryś z członków stowarzyszenia dostał mandat od straży miejskiej, a problemu w ogóle by nie było, gdyby kto inny był prezydentem miasta? - zastanawia się prezydent Kielc Wojciech Lubawski. - Likwidacja straży miejskiej to niedorzeczny pomysł, ale niektórzy myślą, że wtedy będzie można parkować w poprzek ulicy Sienkiewicza - dodaje.” [za Gazeta.pl] Dla mnie ta wypowiedź jest wręcz korzystaniem z dorobku Lenina i jego ideowych następców – to jakby powiedzenie, że komunizm nie sprawdza się przez kułaków i złe wpływy wrogich mocarstw; że jest tylko jedna wizja organizacji miasta, że gdyby to zmienić, to zapanuje chaos; że tkwi w tym czyjś prywatny interes; że to byłby wyłom w jakimś niespisanym dekalogu administracyjnym - zamiast udzielenia prostej odpowiedzi na pytanie „po co nam straż miejska?”, czy nie możemy dać pozwolić obywatelom miasta zadecydować o tym, co się dzieje w ich mieście? Odmowa tego to jak powiedzenie, że „ludzie to idioci, nie wiedzą co jest im potrzebne”, ale czy nie wynika z tej postawy wniosek, że ci ludzie, którzy wybrali władze miasta, to także idioci? Padały propozycje by przemianować Straż Miejską na Straż Komunikacyjną, gdyż ponad 60% wpływów z mandatów pochodzi z kar za wykroczenia komunikacyjne. Ochrona obywateli i mienia stanowi nikły procent działalności tej instytucji. Moja propozycja jest konkretniejsze - niech to będzie Straż Prezydencka, będzie chronić interesy nie miasta, które jest tworzone przez jego obywateli, a interesy i wizje prezydenta – będzie przynajmniej uczciwie w nazewnictwie. Przy tej okazji warto przywołać pewne hasło: „Miasto to nie firma!”. Mieszkańców niezbyt interesuje nadmuchane public relations, spektakularne inwestycje, menadżerskie kroki w stylu układów kielecko-chińskich, inicjatywy niby-prewencyjne w stylu Straży Miejskiej, a raczej sprawne funkcjonowanie miasta z jak najmniejszymi obciążeniami fiskalnymi i z dbaniem o interesy obywateli na pierwszym miejscu. Paradoksalnie budowami centrów handlowych w środku miasta są zainteresowani nie mieszkańcy, a firmy inwestorskie, sieci sklepów, klienci, którzy pochodzą chyba w większości z ościennych gmin czy powiatów – mieszkańcy miasta cierpią na tym choćby z powodu chaosu komunikacyjnego i zaniku lokalnego handlu. Warto śledzić co się stanie z tą inicjatywą i co będą mówić radni, a przede wszystkim nasz „ulubiony” prezydent Lubawski. Chyba będzie toczona piana i będą emitowane farmazony… Mój tekst z pełną listą wątpliwości nt. instytucji Straży Miejskiej opublikowałem niegdyś TUTAJ
sobota, 04 lutego 2012
Sieciowy Stan Wojenny
Zaskoczyło mnie to szczerze, jak ludzie, młodzież głównie, zareagowali na te biurokratyczne kroki w sprawie wprowadzenia w życie ACTA. Nigdy wcześniej, w sprawach równie kontrowersyjnych, te o kilka lat młodsze pokolenia nie próbowały powiedzieć słowa. Czy to było wstąpienie do NATO, Unii Europejskiej, referendum w sprawie nowej konstytucji, podpisanie traktatu Lizbońskiego, udział w konfliktach irackim i afganistańskim, czy już wewnętrzne decyzje polskiego rządu, podnoszenie podatków, finansowanie innych krajów i upadających banków, to przyjmowane było to w ciszy. Czemu? Przecież nie przez facebooka… zwyczajowa mobilizacja na fejsie, zarówno na koncerty, jak i na inne zdarzenia społeczne, kończy się mniej więcej 10-cio procentową obecnością wobec zadeklarowanej. Jeżeli chodzi o efekt końcowy, ten portal nie miał w tym udziału poza byciem narzędziem, które akurat tym jednym razem, 25 stycznia, zadziałało. 3 lutego, pod Urzędem Wojewódzkim, pojawiło się już tylko około 80 osób, zamiast zapowiadanych 700. Moje wrażenie na temat tego fenomenu jest inne: rozkręciła się sytuacja, w której nagle, w sposób widoczny, pewne przydatne, używane rzeczy, narzędzia – zniknęły, inne zostały w wyobraźni internautów mocno zagrożone. Cóż z tego, że to zaledwie serwisy, które udostępniają, a nie produkują czy tworzą – ale są codziennym dobrem w wielu domach. Ta dotykalna utrata wirtualnych wartości stała się realna o wiele bardziej, niż fiskalny codzienny ucisk, który jest raczej słabo odczuwalny. Nie czujemy żadnej utraty, gdy rząd „w naszym imieniu” podpisuje jakieś traktaty, które de facto zabierają nam bardzo wiele z naszych praw; nie czujemy upływu gotówki, doświadczając co najwyżej uciążliwych i bolesnych podwyżek, czy nie słabnącego bezrobocia, w sytuacjach, gdy podwyższane są podatki lub są one inwestowane w wojny lub dopłaty do nic nam nie dających inwestycji, zamiast wracać w postaci usług publicznych. Strach przed utratą wolności [internetu] jest powodowany strachem przed zniknięciem z sieci wielu dostępnych dóbr lub, co gorzej, siebie samego, wirtualnej tożsamości, loginów i awatarów. I w walce o wolność słowa demonstrują często ci, którzy najchętniej odebraliby ją innym, wrogom: lewakom, nazistom, mniejszościom seksualnym czy tym, którzy lubią je znieważać. Inną stroną tych protestów jest „solidarność sprzeciwu”, nad którą, poniekąd słusznie, choć niestety raczej sentymentalnie, zachwycał się Jacek Sierpiński. Okazało się, że w Kielcach, pewnie podobnie jak w innych miastach, gros ludzi obecnych na tych protestach to licealiści albo giimnazjaliści. Taki lumpenproletariat kultury. Młodzież, która nie ma innego sposobu, by posłuchać płyty lub obejrzeć film [czy tym bardziej serial - te zazwyczaj ściągane są emitowane na płatnych kanałach tv], jak przez ściągnięcie go z internetu. [O ekonomii cenzury prosto i jasno napisał Robert Gwiazdowski]. Dosyć znamienne były niektóre komentarze zarzucające Nowej Prawicy, organizującej w sobotę kielecki protest, że dołączenie innych haseł [wyborczych sloganów NP - o podatkach czy reformie emerytalnej] było błędem, bo mogłoby odciągnąć ludzi od przyjścia na protest przeciw ACTA. Czyli miałby być to sprzeciw wobec „twarzy systemu” a nie przeciw systemowi? Bo ACTA wraz z Tuskiem stały się właśnie takimi znienawidzonymi awatarami okrutnego rządu. Bardzo ważne niestety były relacje ludzi dotyczące poprzedniej demonstracji z 25 stycznia, które zupełnie inaczej nakreślają tamte zdarzenia, przez media opisane jako „chuligańskie ekscesy”. Bowiem mimo swojej okazywanej obecności policja nie próbowała zadbać o bezpieczeństwo ludzi – to samochody wjeżdżające w tłum, dosłownie przepychające się przez ludzi chodzących po ulicy, sprowokowały rzucanie w nich śnieżkami czy klepanie po karoserii. Policja ani nie zatrzymała ruchu samochodowego, ani nie zwracała uwagi na możliwość tragedii – w tym tłumie były naprawdę dzieci, gimnazjaliści, ale o wpuszczeniu ruchu samochodowego w ten tłum jakoś rzecznik policji się nie zająknął. O sterowalności czy prowokacji niektórych zdarzeń możemy sobie gdybać – było wielu kibiców i w ogóle młodych ludzi, którzy zapewne nie raz mieli wcześniej do czynienia z policją. Do czynienia z patrolami na osiedlach ma prawie każdy kilkunastoletni chłopak, który siedział wieczorem pod blokiem na ławce, co drugi miał sprawdzany telefon, a co trzeci pokazywał funkcjonariuszom co ma w kieszeniach. Ilu z nich miało jakieś drobne wpadki, czy to właśnie na osiedlu czy tym bardziej przy okazji meczy, na co policja mogła przymykać oko w zamian za „przysługę” przy innej okazji – info o dilerze, złodzieju czy wystawieniu podejrzanego? Nie zdziwiłbym się, gdyby jakiemuś mundurowemu burakowi przyszło do głowy by zepsuć pokojową demonstrację nie swoimi rękami.
sobota, 21 stycznia 2012
Panie prezydencie Lubawski, może jakieś drzewo by pan posadził?
czwartek, 17 listopada 2011
Petycja w sprawie ratowania CRK
Co dalej z CRK?
Więcej o działalności wrocławskiego Centrum Reanimacji Kultury można znaleźć oczywiście na ich stronie czyli TUTAJ
niedziela, 06 listopada 2011
LOKOMOTYWA #3
Oto z zaskoczenia nieco pojawił się nowy, trzeci numer LOKOMOTYWY – kieleckiego pisma, które jest obecnie jedynym papierowym wydawnictwem niezależnym w Kielcach, orbitującym na dodatek mocno w anarchistycznych klimatach. Niby nie powinno mnie zaskoczyć ukazanie się tego numeru, bo są tam dwa moje teksty, ale jednak stało się to trochę bezwiednie i fajnie, bo to, że się wciąż ukazuje to jednak niespodzianka. W środku jak zwykle to i owo z regionu i ogólnie, ideowo i muzycznie, najlepiej zobaczyć samemu i jak zwykle udostępniam to wydawnictwo w dwóch wersjach:
piątek, 04 listopada 2011
Koncert w Tunelu: DUMBS, ADHD SYNDROM, GARAŻ
To ewidentne zaproszenie na koncert i to do Tunelu. Tak, tak, tam zdarzają się najsmaczniejsze eventy w Kielcach. Jeden z organizatorów zapewnił mnie, że mój zdemoralizowany gust muzyczny zostanie zaspokojony w czasie oglądania koncertu ADHD Syndrom. No to sprawdzę…
niedziela, 16 października 2011
Banksy i jego filmowy dokument o współczesnych tricksterach
[jest już w końcu po wyborach i można napisać o czymś zupełnie innym, z czym czekałem trochę za długo, bo opisywany poniżej film znikał po kolei z YouTube, potem z Vimeo, ale jest na razie dostępny na Wrzucie] Sztuka ulicy to nie tylko graffiti, to szereg zdarzeń, które są inicjowane w przestrzeni publicznej – tak można by zacząć notkę o „The Antics Roadshow”, bo Banksy przygotował tym razem film dokumentalny, będący swego rodzaju panoramą publicznej drwiny. Po pierwszym obejrzeniu tego dokumentu na myśl mi przyszło skojarzenie z książeczką Hakim Beya „Tymczasowa Strefa Autonomiczna”, która wg mnie stanowiła pewien zalążek mitologii utopistycznej, pozbawionej powagi i nadęcia, gdzie autor genealogii zaistniałych utopii doszukiwał się choćby w pirackich siedzibach. Nie było w tym ani krzty zachwytu nad dokonaniami Fouriera, wizjami Owena czy Wellsa, tylko proste przykłady chwilowych - tytułowych tymczasowych - wcieleń tych idei. A Banksy pokazał coś bardzo podobnego – ludzi, którzy zaatakowali wyobraźnię ludzką i choć te ataki trwały chwilę zaledwie to zaistniały jako właśnie tymczasowa rewolta wyobraźni. W niektórych przypadkach to były dosyć groźne ataki – jak pokazała historia o kobietach, „zwykłych angielskich gospodyniach domowych”, które w czasie wojny z Irakiem wdarły się nocą na teren bazy wojskowej i młotkami rozwaliły samolot wojskowy stojący w hangarze – by nikogo już więcej nie zabił. Inne historie zawarte w tym filmie opowiadają o zdarzeniach zdecydowanie mniej poważnych – malowanie monstrualnych kutasów na moście w Rosji naprzeciwko siedziby FSB, człowiek-kangur czy człowiek-motyl, łapiący policjantów w siatkę na motyle, żartownisie znajdujący się na zdjęciach wśród znanych sportowców, włamywacz, który ukradł butelkę wina z sypialni brytyjskiej królowej, twórca zielonego irokeza na głowie pomnika Churchila, ludzie biegający nago na imprezach sportowych, całowanie z zaskoczenia milicjantek na rosyjskich ulicach, szalone kolorowe rozbryzgnięcie na ruchliwym skrzyżowaniu i inne dziwne zdarzenia. To naprawdę niezły, widowiskowy i inspirujący zaczyn do przeglądu współczesnych tricksterów. Polecam i nakłaniam do obejrzenia filmu, póki nie zostanie usunięty:
Pełniejszy opis filmu TUTAJ.
poniedziałek, 10 października 2011
CAŁA POLSKA MA KACA…
sobota, 08 października 2011
9 X – jakiego jutro dokonam wyboru?
piątek, 23 września 2011
WYBORY CZY GŁOSOWANIE? Czyli o dokonywaniu prostych wyborów.
piątek, 16 września 2011
UCZCIWE PAŃSTWO – wyborczy oksymoron
„Uczciwe państwo” to niestety znowu hasło z bilboardu PiS – to nie wina programu partii, ich specjalistów od PR tylko sposobu myślenia, który sprawia, iż ludzie wierzą, że to hasło może być prawdziwe. Niestety „uczciwe państwo” jest tym samym co „uczciwy złodziej”, jest kiepską próbą nadania kradzieży, przemocy i przymusowi pozytywnego znaczenia. Wykreowanie wizji państwa, które podatki kradło by uczciwie, narzucało by przepisy i kary za ich nieprzestrzeganie w sposób pokojowy i ugodowy, uzasadniałoby opór przeciw opresywnej administracji i policyjnej kontroli jako nieracjonalny – to chyba niemożliwe. Oczywiście można wmówić ludziom, że wyrzeczenia są potrzebne, że Janosik, Robin Hood, Marks i Unia Europejska stworzyli jedynie słuszny system uczciwej redystrybucji, ale dla mnie definicja kradzieży wciąż jest na tyle oczywista, że państwowego przymusu nie da się sensownie rozgrzeszyć, jak i istnienia mitologicznej „umowy społecznej”. Przez chwilę myślałem, że jako ci „uczciwi i niezłomni” PiS w końcu powie wszystkim o co w tym chodzi i hasło „Uczciwe państwo” będzie raczej deklaracją „Szczera władza”. Że obwieszczą szczerze to, co mówili Lenin czy Trocki – musimy używać przemocy, budować aparat kontroli, zabierać wam pieniądze, by zbudować państwo, które jako organizm jest ważniejszy niż każda pojedyncza komórka z osobna; że ten organizm musi stosować dyscyplinę, wycinać i wypalać komórki, które wydają się być zarażone, zainfekowane, bo tylko tak możemy przetrwać, bo jednostka nic nie znaczy, bo nie wierzymy w indywidualizm, tylko w mrówcze królestwo – Państwo. Ale chyba ich nie stać na szczerość.PO przynajmniej nie próbuje udawać szczerości, nic nie mówi o uczciwości, tylko ewentualnie o „przyjaznym państwie”. Ale to nie dziwi, ze złym psem też można się zaprzyjaźnić, a przykład Breivika pokazuje, że naprawdę porządnych ludzi „do złego ciągnie” – dostaje mnóstwo listów miłosnych od kobiet, w jakiś tajemniczy sposób zafascynowanych tym diabłem w ciele anioła i w bluzie Lacoste. A wracając do PO, to Konstanty Miodowicz reklamuje się hasłem „Państwo sprawiedliwe”, ale przecież [znowu!] i Trocki, i Lenin i większość dyktatorów i masowych państwowych morderców powoływała się na jakąś „sprawiedliwość społeczną”, więc jego hasło nie burzy we mnie specjalnych emocji. „Państwo sprawiedliwe” to zresztą aparat, który w miarę sprawiedliwie okrada wszystkich, obciąża sprawiedliwie społeczeństwo finansowaniem swoich politycznych, partyjnych wizji i sprawiedliwie ignoruje prawo do odmowy współudziału i nieuczestnictwa w tym systemie.
niedziela, 11 września 2011
Szaro Czarnów
Polecam w ciemno wystawę, której wernisaż odbędzie się w Galerii „Lakiernia” 16.09.2011 o godz. 18 – „Szaro Czarnów” to fotograficzny obraz tej dzielnicy, która posiada od wielu lat swój nietypowy charakter. Charakter ten tworzą nie tylko mieszkańcy, ale i podejście miasta do tej dzielnicy, co można zaobserwować przechadzając się po tym miejscu i porównując do innych części Kielc. Autorzy o tej wystawie piszą tak: Obaj mieszkaliśmy na wielu kieleckich osiedlach, ale Czarnów jest inny . Od razu dostrzega się specyficzny urok tego miejsca. To zupełnie inny świat. Bloki są w większości komunalne, a więc nie należą do spółdzielni, ale do miasta. A mieszkańcy bloków socjalnych nadają sznyt i wpływają na postrzeganie tego osiedla. Te obrazy dokumentują naszą fascynację tym miejscem. O wystawie więcej można się dowiedzieć dzięki Wici.info
niedziela, 04 września 2011
Uszczypnięcia wizualne i obscena wyborcza
Bilboardy już straszą wizją kandydatów i ich sztabów wyborczych. Hasła minimalizowane są do poziomu kilku słów, by jak w komiksie czy reklamie [choć to reklama raczej czerpie z komiksowego stylu] opowiedzieć historię przy pomocy obrazka i jednego zdania w dymku. Podobnie jest z bilboardem, który miałem nieprzyjemność ujrzeć ostatnio w Kielcach: „PiS. Polacy zasługują na więcej. Bezpieczeństwo.” Co ma jednak polityk na myśli gdy mówi o bezpieczeństwie: bezpieczeństwo obywateli czy państwa? A nie jest to tożsame, gdyż danie więcej uprawnień jednej stronie odbiera je drugiej. Znając propaństwowe, ultrapatriotyczne deklaracje i marzenia o zaostrzeniu prawa, wiem, że ta partia mówiąc o bezpieczeństwie ma na myśli: więcej uprawnień dla służb, ostrzejsze kary [uwięzienie przestępcy to dobry środek jego kontroli, ale nie wpływa zbytnio na ogólne poczucie bezpieczeństwa społecznego i nic nie czyni w kierunku zadośćuczynienia ofierze], afirmacja militaryzmu, zwiększona kontrola i prewencja [ale raczej w stylu CBA] itd. Itp. A może chodzi o bezpieczeństwo ekonomiczne? Wtedy na pewno chodzi o wzmożenie jej regulacji, obłożenie przepisami i procedurami rynkowych zachowań, co wg mnie ani nie wpływa na bezpieczeństwo konsumentów ani tym bardziej przedsiębiorców. Więc ma mnie to zachęcić? Nie udało się. Podobny chwyt zauważyłem na Sienkiewicza, ale w o ileż milszym wydaniu: ładna hostessa [bo jakoś nie wierzę, by normalna dziewczyna założyła taki t-shirt] paradowała po tej ulicy w błękitnej koszulce z napisem „PO Polska w budowie”. I to jest obsceniczne albo prowokujące do zerwania z niej tej koszulki. Czemu obsceniczne? Bo zadziałało na podobnej zasadzie jak nagość w sztuce czy publiczna w życiu, która wg katolików jest obsceniczna, a są oni głośną, dobrze zorganizowaną i opiniotwórczą grupą nacisku, która mówi o tym przy każdej okazji – i podobnie jest wielu ludzi, którzy mają odruch wymiotny, biegunkę, dreszcze, mdłości i ogólne odruchy zniesmaczenia gdy widzą taką nachalną propagandę rządową. Jest to więc obsceniczne nie z tego powodu, że równie wielu ludzi to lubi, ale dlatego, że tak wielu ludzi tego nie lubi [jak nagości publicznej]. I to decyduje co jest, a co nie jest obsceniczne. Dla uzupełnienia tych wylewów dwa cytaty, które choć nie o wyborach, to wiele mówią o ich charakterze: „Publiczność jest dlatego tak dobrze przygotowana do podjęcia gry w demokratyczne samozadowolenie, że tradycyjna forma widowiska pozwala jej identyfikować się z dobrymi i potępiać złych. Widz jest sędzią.”- to z książki F. Jotteranda „Nowy teatr amerykański” o spektaklach eksperymentujących teatrów i wystarczy zamienić w niej słowo „widz” na „wyborca”, co unaoczni, dlaczego ludzie chodzą na wybory. I to bolesne opisanie syndromu: „demokratyczne samozadowolenie”… O wiele głębiej sięgnął Herbert Marcuse nawiązując do freudowskich teorii: „Ojciec, ograniczony w rodzinie i swym jednostkowym autorytecie, o którym przesądza biologia, odradza się jako o wiele potężniejszy w postaci administracji chroniącej życie społeczeństwa oraz w postaci praw chroniących administrację”. [„Eros i cywilizacja”]
piątek, 02 września 2011
Piękny gest radnych Łagowa
Jak miło czyta się takie (niezbyt nowe) niusy, choćby w najbardziej plugawych mediach – radni Łagowa w czerwcu podjęli uchwałę o likwidacji swojej Straży Gminnej! Ludzie nie czerpali z ich pracy żadnego pożytku, bo zamiast zajmować się sprawami mieszkańców zajmowali się fotoradarami. Nawet na stronie gminy Łagów w zakładce „Straż Gminna” jest tylko jedna informacja na temat ich działalności: o kontrolach fotoradarowych! Czyli się da, nie zważając na to jakie zyski przynosiła ich stręczycielska działalność.
Czy po płaczliwej publicystyce kieleckiej Gazety o bezradności Straży Miejskiej wobec rdzennych mieszkańców śródmieścia prowadzących swobodne życie na (swoim) Rynku, nasi radni podejmą decyzję o przecięciu tego wrzodu? Nie, raczej nie - jak sami sobie mogli by odebrać prestiż posiadania municypalnych służb mundurowych? Ale wiadomość z Łagowa to może być jeden z kamyczków, które poruszą kiedyś choćby malutką lawinę.
czwartek, 01 września 2011
No to pyknęło 5 lat tego bloga!
Kilka dni temu przekręcił się kalendarz tego bloga po raz piąty. Powstał pierwotnie jako komentarz do wlepek, które emitowałem na mieście, ale era papierowej ekspansji jest już od dawna w zaniku. Wlepki oczywiście powstawały wcześniej, zanim pojawił się ten adres w sieci i przez ten czas spod drukarki na powierzchnie miasta powędrowało kilka tysięcy sztuk. Niestety nie przetrwały próby czasu i ataków pogody oraz wandali, którzy je zrywali [tak, może i jestem politycznym chuliganem, ale ci, którzy zrywali moją twórczość są wandalami], a elektroniczne słowo mimo problemów różnych jeszcze funkcjonuje. Z żalem muszę przyznać, że wybór platformy blogowej Blox było błędem, jakoś żal mi jednak rezygnować z tego miejsca, mimo różnych problemów, którymi mnie Blox obdarował, jak np. takim ostatnim komunikatem:
![]() Nie ma co podsumowywać zbytnio, cieszę się życiem słowa i tego, że mogę dawać głos nie tylko raz na kilka lat w czasie wyborów. Pięciolatkę oblewaliśmy w doborowym towarzystwie – był np. Wojtek, twórca jednego z ciekawszych pism kieleckich INFERNO, które ukazywało się na przełomie XX i XXI wieku, a które swoją formą postawiło wysoko poprzeczkę dla miejskiej publicystyki dziś uprawianej właśnie na blogach [nie wspominając o innych ujęciach słowa na papierze, markerem i sprajem]. Sączyłem alkohol wśród ludzi, którzy zostawili wiele śladów na charakterze tego miasta w formie bardzo różnej – w muzyce, w fotografiach, wrażeniach, w piśmie, na murach, w parku, na ławkach, w knajpach, swoją obecnością od wieków „w pewnych środowiskach”, ale by wypunktować, to co da się znaleźć w sieci przedstawiam gości tego zdarzenia zaledwie w takiej formie: małe a fotoszwendacz wolność równość ludobójstwo papierowy tygrys prasakielecka korzenie mam zdanie brulionman Ordinary Guy Dziękuję i zalecam umieszczenie przycisku „Opiłem to!”
niedziela, 07 sierpnia 2011
NIE JESTEM TURYSTĄ, JA TUTAJ MIESZKAM
To tytuł jednego z singli ACTIVE MINDS, kapeli o której można osobno napisać ciekawe rzeczy [jak np. o ich podejściu do DIY, które uparcie kazało im nie wydawać się na kompaktach, tylko na winylach], ale ten tytuł niestety jest też dobrym tekstem na wlepkę o mieście.
Bo „turysta” to jak obywatel tymczasowy [bo tylko władza, granit na bruku i pomniki są stałe, niezmienne i wieczne], bez pełnych praw decyzyjnych, jak pracownik czy konsument nocujący zaledwie w mieście, które jest zarządzane wg Wielkiej Urzędniczej Koncepcji. „Turysta” byłby najlepszym obywatelem – stołował by się u kieleckich restauratorów, pił piwo grzecznie pod parasolami, chadzałby do kieleckich sklepów i galerii handlowych, spał by w kieleckich hotelach, odwiedzał muzea i wyjeżdżałby nie domagając się niczego od miejskich władz. Szereg zmian w Kielcach ostatnimi czasy sprawia wrażenie, jakby ich sens był skupiony wokół nadania miastu, czy jego centrum, charakteru estetycznego, przypisania mu walorów turystycznych, podniesienia komfortu konsumpcji – to zarówno ograniczenie ruchu samochodowego, przebudowa rynku, który lepiej teraz nadaje się do zapełnienia go knajpianymi parasolkami, budowa centrum handlowego „Korona” w ścisłym centrum miasta czy decyzje dotyczące sponsorowania zawodowego klubu piłkarskiego „Korona”. Niedawno bowiem miasto dofinansowało ich dodatkowymi 4 milionami, które przesunięte zostały z niezrealizowanych inwestycji, które poległy z przyczyn proceduralnych [ale w przypadku dofinansowania piłkarzy niepotrzebne były już żadne procedury przetargowe ani ustawa o zamówieniach publicznych]. Klub piłkarski jako prestiżowa inwestycja miejska to dosyć kontrowersyjna sprawa, to bowiem tak naprawdę komercyjna spółka w której grają zawodowcy za niemałe pieniądze, mieszkańcom dając jedynie wątpliwej jakości widowisko, bo ze stadionu już przecież sami korzystać nie mogą. Miasto, w którym ludzie mają mieszkać, buduje się więc na wzór kurortów i muzeów – z elegancką promenadą, z piłkarskim wesołym miasteczkiem, z kontrolą miejsc, w których turyści mogą się poruszać, z ładnymi fasadami [i zamkniętymi bramami kryjącymi zaniedbane podwórka], z przyzwoleniem dla „eleganckich” inwestycji [jak Promenada Solna], które podniosą prestiż miasta, niekoniecznie przynosząc korzyść mieszkańcom. No i zaplanowane atrakcje, plac, gdzie mogą pokazywać się artyści, wodotryski i fontanny, wyznaczone miejsca, w których pod parasolem można wypić piwo, jak plaża strzeżona i wesołe miasteczko. Czasem z festynem dla turystycznego ludu na Kadzielni.
A my żyjemy w mieście, w którym traktują nas jak intruzów, podejrzanych, niepoczytalnych. W mieście, w którym przy pomocy monitoringu pilnują, czy w prestiżowych miejscach zachowujemy się należycie i w którym straż miejska nabywa kolejne uprawnienia pozwalające jej wystawiać mandaty za picie w piwnicach, bramach, na klatkach schodowych i strychach, czyli w miejscach nie-publicznych [pisali o tym TU i TU, ale Gazeta nie raczyła o tym wspomnieć].Po udanej batalii przeciw dopalaczom, po rozpoczętej wojnie przeciw kibolom, miasta rozpoczęły kampanię, która ma zdyscyplinować mieszkańców w spożywaniu alkoholu. By mocniej kontrolować dostęp do niego i miejsca, w których można go spożywać. Nie dało się przepchnąć ustawy o monitoringu w każdym sklepie monopolowym [by kontrolować sprzedaż nieletnim], to można uchwałą miasta wykluczyć jego sprzedaż, oparagrafować sklepy w centrum miast. We Wrocławiu nie udało się wywalczyć tajemniczemu lobby zakazu sprzedaży alkoholu od 21 do 6 rano w obrębie Rynku, radnych wyhamował na szczęście tamtejszy wojewoda. O co poszło? O kasę na pewno: w tamtejszych knajpach piwo od 7 zł wzwyż, wielu pije więc poza lokalami; ludzie hałasują, bo jako ofiary innych przepisów wychodzą zapalić przed knajpy; a zasikane bramy to też efekty monstrualnych czasem kolejek do knajpianych ubikacji. Uderzenie w sklepy to nieuprawniony zakaz i ograniczenie pracy i handlu, na razie na szczęście uderzenie było chybione.
W Kielcach śledzę nieuważnie, ale stale, co gazeta.pl montuje w sprawie alkoholu – to jak rysowanie kiepskiego obrazu centrum miasta, w którym dominują pijaczkowie, którzy hałasują, klną i śpią na rynku [o tym był nius, niczym z „Faktu”, pełen szoku i oburzenia]; jest na nim też żebractwo i żule zakłócający delektowanie się konsumpcją w ogródkach na rynku. Obraz pijaństwa, podobnie jak „portret typowego kibola”, jest mroczny i wymaga interwencji władz. Przez kilka tygodni wisiał u nich na głównej tekst nawołujący do radykalnych działań – wywożenia za miasto niepożądanych elementów. A to przecież paradoks – to restauratorzy są intruzami, bo ci „źli pijaczkowie” mieszkają przy rynku od pokoleń! To niemal jak jedno z tych "zaginionych białych plemion", jak Indianie w rezerwacie, którzy swoje zdegenerowanie "zawdzięczają" jedynie ekspansji europejskiej kultury. Cynicznie można napisać, że te parasole stoją w miejscu gdzie ojcowie, dziadowie i pradziadowie tych "natrętów" spotykali się z sąsiadami i krewnymi, pili alkohol i prosili znajomych i nieznajomych o grosze czy złotówki na następne działki alkoholu. Tradycja. Tworzy się więc mocny problem, rodem z PRL – już w świętokrzyskim piśmie „Przemiany”, wydawanym w czasach komuny, był dział „Plagi społeczne”, w którym pisali o bimbrownictwie i o punkach i ta dzisiejsza kampania Gazety wygląda jak nawiązanie do tej „chlubnej dziennikarskiej tradycji” napiętnowania i nawoływania o dokręcenie śruby.
czwartek, 28 lipca 2011
No to się zaczyna…
Po norweskiej masakrze [jak 10 lat temu po ataku na WTC i Pentagon] zaczęła się dyskusja o nowego typu zagrożeniach, która jednak, jak to zwykle bywa przy podobnych sytuacjach, potoczy się zapewne nie w kierunku analizy przyczyn społecznych frustracji i niezadowolenia z obecnego układu, ale w stronę ogólnej prewencji i wzmożenia czujności i kontroli nad społeczeństwem. Pojawił się np. nius o tym, że europejska agencja policyjna Europol chce stworzyć "dokładny i aktualizowany portret prawicowego ekstremizmu w Europie, a zwłaszcza w Europie Północnej", lecz z takiego portretu nie wyniknie nic szczególnego w przypadkach tak odizolowanych postaci jak Breivik czy krakowski bomber, u których nawet najbliżsi nie zauważali groźnych symptomów. Ten portret będzie zapewne w końcowym efekcie [po części] filtrem, który będzie używany do kontroli przepływu informacji – kto, kiedy i jak często wędruje po sieci w poszukiwaniu określonych treści i czy podobne treści nie pojawiają się w wiadomościach mejlowych, na komunikatorach czy w telefonii komórkowej. * niestety, potwierdzenie pojawiło się szybko TUTAJ - i w tekście, i w komentarzach [szczególnie]
sobota, 16 lipca 2011
Punkowy koncert w Tunelu o wielu obliczach
Przed dzisiejszym koncertem w Tunelu [na którym się niestety nie mogę pojawić] już zapewne słychać delikatny trzask odkręcania butelek wódki, psyknięcia otwieranych piw, szelest plastikowych kubków, które za chwilę napełnią się alkoholem, co zresztą stanowić będzie ogólne tematyczne libretto wieczoru, które aż do późna w nocy będzie się wzmagać. Ale to nie sam koncert jest [choć powinien być] najciekawszy, tylko żywiołowa dyskusja, która rozpoczęła się nad nim już kilka dni temu. Czy jest w tym koncercie coś specyficznego? Otóż nie, koncert jest najzwyczajniejszy, tylko podobnie jak w świecie polityki i kulturowego mainstream’u wzbudza kontrowersje niedopowiedzeniami, plotkami i dowodami na istnienie spisku. Zaczepiłem się na tym temacie, bo niestety sytuacja będzie się powtarzać, a jak to w „światku”, plotka zawsze będzie się niosła i rządziła swoimi prawami.
piątek, 24 czerwca 2011
Dzień Wolności Podatkowej 2011
Dziś jest ten symboliczny dzień w roku, gdy po obliczeniu wszystkich zobowiązań fiskalnych wobec państwa okazuje się, że dopiero teraz zaczynamy zarabiać na siebie. Do 24 czerwca nasza praca polega na tym, by opłacić podatki bezpośrednie i pośrednie [a jest ich naprawdę dużo, bo i choćby przymusowa składka na ZUS jest takim podatkiem], zaś dopiero od dzisiejszego dnia, niemal w połowie roku, zyski z naszej pracy możemy przeznaczyć na swoje własne potrzeby. Oczywiście część z tych podatków zabranych pod przymusem wróci do nas w postaci różnych usług czy inwestycji, ale gdybyśmy sami mogli decydować zapewne struktura tych wydatków wyglądałaby zupełnie inaczej. Ironią w dodatku jest to, że wielu ludzi, zarabiających wystarczająco wiele, ma możliwość przeniesienia wirtualnie siedziby swoich inicjatyw gospodarczych/firm do krajów nazywanych rajami podatkowymi, zwykły człowiek natomiast przez cały rok finansuje państwo, by potem musieć mu udowodnić, że jest na tyle biedny, iż należą mu się jakieś groszowe odliczenia podatkowe, które łaskawie zostają mu zwrócone po kilku miesiącach. Bycie żywą kartą kredytową [działanie jest podobne – spłata bezodsetkowa na karcie kredytowej to 54 dni, zwrot podatku z Urzędu Skarbowego trwa minimum tyle samo] rządu jest faktem, co pokazała już afera zaboru naszych składek emerytalnych, które zamiast do OFE w części trafiają do państwowego ZUS-u. O wielu innych aspektach dotyczących polityki fiskalnej rządu, także przy okazji naszych zobowiązań wobec Grecji i sytuacji, która do tego doprowadziła można przeczytać na stronie Centrum im Adama Smitha, w komentarzu do konferencji prasowej, na której ogłosili jak w tym roku wypada Dzień Wolności Podatkowej.
czwartek, 23 czerwca 2011
LOKOMOTYWA#2
Jeszcze przed polską prezydencją w Unii, jeszcze przed rozpoczęciem lata i przed rozpoczęciem wakacji, co dla niektórych to moment intensywnych wyjazdów na letnie festiwale [ja oblizuję się właśnie na Żelebsko…], ukazał się drugi numer kieleckiego pisma anarchistycznego LOKOMOTYWA. Jest kilka rzeczy, które mi się tam niezbyt podobają, jakieś drobne rzeczy do wytknięcia, ale to nie tutaj, to dopiero przy winie z Adamem;) Cieszy jednak to, że pojawiło się w Kielcach medium papierowe, gazeta, w której jest spersonalizowany głos [a nie jakieś forum internetowe] kieleckiego środowiska [to określenie na wyrost, niestety] i , że mimo pewnych obcych mi trochę naleciałości, jest to głos ukierunkowany anarchistycznie. I ważne jest to też w obliczu tego, co napisał kiedyś Krawat z INNEGO ŚWIATA – po jakiejś prawdopodobnej światowej katastrofie, gdy media elektroniczne umrą, badacze historii o anarchizmie będą sądzić jedynie na podstawie jego papierowych pozostałości. I nikt nie będzie pamiętał o takich portalach jak CIA [ani niestety o ”wolnekielce” też…]. A by nie sądzić po mojej opinii trzeba przeczytać i najlepiej dodać coś od siebie. A oto danie główne, wuala!
Do przejrzenia lub pobrania w pdf TUTAJ, a do samodzielnego wydrukowania TA WERSJA
niedziela, 19 czerwca 2011
HASAPARASA-POLICJA-hopsasa!
Hasaparasa jako zwierciadło ego Wielkiego Kiniora bywała ciekawa, i muzycznie, i zdarzeniowo, i towarzysko, choć chaotyczna – była zawsze; w opiniach oglądających wyglądało to różnie – lepiej lub gorzej, ale warto tam chodzić bo może jednak coś nas tam zaskoczyć lub nam się spodobać, lub przynajmniej zapaść w pamięć. Z tegorocznej imprezy w pamięć wielu ludziom zapadła chyba niesmacznie duża ilość sił pilnujących porządku i przyzwoitości w okolicach Bazy Zbożowej. Jak komary w lesie – niby sielanka, cisza i spokój, ale coś jednak wkurwia. W takiej sytuacji nawet towarzysko trudno się obrócić, zamienić słowo i łyki z butelki, co w przypadku popeliny wiejącej w tym roku ze sceny niestety było bolesne. Czy to sobótkowe magiczne ciśnienie duszy przyciągnęło te mundurowe cienie w okolice, gdzie kilka lat temu jeszcze unosił się na Zbożowej swąd smarów i policyjnej benzyny? Zew wspomnień? Czy prewencja przy neopogańskiej imprezie? |